SERWIS INFORMACYJNY     

ZAGŁADA

Dzieci w gettach

Po wyodrębnieniu i zamknięciu gett następowała szybka pauperyzacja ich mieszkańców. Jej skutki najszybciej odczuły dzieci - głodowe racje żywności, brak warunków do zachowania higieny, a także elementarnych potrzeb młodych organizmów sprzyjały gwałtownemu wyniszczeniu i chorobom. Dodatkowym problemem był także wzrost liczby sierot - zarówno w wyniku bezpośrednich działań wojennych, ewakuacji, jak również narzuconego przez okupanta obowiązku pracy. Rodzice i opiekunowie często byli wywożeni do obozów, pozostawiając na łasce losu nieletnie dzieci. Inną przyczyną wzrostu ilości sierot było i to, że matki (często samotnie opiekujące się dziećmi) oddawały im całą swoją rację żywnościową, skazując się tym samym na śmierć głodową, a dzieci na samotną wegetację.

W niektórych przypadkach dzieci radziły sobie same - najczęściej zajmowały się szmuglem żywności. W getcie warszawskim, otoczonym kilkumetrowym murem, dzieci miały istotny wkład w aprowizację głodujących. Najmłodsze, 5-7 letnie jako jedyne miały szansę przecisnąć się przez podkop, szczelinę czy dziurę w murze na "aryjską stronę" by przynieść chleb czy warzywa. Te dzieci często były żywym celem dla strażników urządzających sobie na nie polowania.

Dla wielu osamotnionych, głodujących dzieci istniało tylko jedno źródło utrzymania - żebranie na ulicach. Niektóre z nich miały jeszcze tyle siły, aby wykorzystać swoje umiejętności gry na instrumentach czy śpiewu - tworzyły się więc grupy ulicznych muzykantów grających za jałmużnę rzucaną przez przechodniów. Inne, wychudzone czy pokryte obrzękami głodowymi potrafiły tylko żebrać. Osobną grupę stanowili "chaperzy" czyhający na przechodniów niosących żywność, którą wyrywali i połykali na miejscu, niekiedy nawet nie próbując ucieczki.

Z relacji działaczy Żydowskiej Samopomocy Społecznej, w getcie warszawskim było ponad 100 000 dzieci, z czego 75% wymagało natychmiastowej i wszechstronnej opieki. Tę rolę pełniły Komitety Domowe tworząc tzw. kąciki dla dzieci, czyli wydzielone miejsca, w których dzieci mogły się ogrzać i zjeść ciepły posiłek. Aby je nakarmić, Komitety organizowały tzw. "akcję łyżeczkową" - każdy lokator był zobowiązany dać jedną łyżeczkę od herbaty jakiegoś produktu - mąki, kaszy, tłuszczu i z tak uzbieranej żywności przyrządzano zupę dla podopiecznych. Często w roli wychowawców zatrudniała się młodzież danego bloku, a ich obowiązkiem było nie tylko pilnowanie porządku, ale także zajęcie się dziećmi - rozbawianie ich, czytanie, wspólne śpiewanie. Z czasem te kąciki zamieniły się w szkółki, realizujące oficjalny program edukacyjny.

Zinstytucjonizowaną pomoc nad sierotami prowadził Centos (Centrala Towarzystw Opieki nad Sierotami i Dziećmi Opuszczonymi), któremu podlegały sierocińce, domy opieki i szpitale m.in. Główny Dom Schronienia, Dom Sierot prowadzony przez dr Janusza Korczaka, Samatorium im. Medema w Miedzeszynie, internaty Aarona Konińskiego, Marii Rotblat; Dobra Wola.

Jednak działalność tych placówek nie była w stanie objąć wszystkich dzieci wymagających opieki, dlatego Centos podjął decyzję o utworzeniu nowych placówek - kuchni, półinternatów, ognisk dla przedszkolaków, bibliotek, chórów i grup samokształceniowych. Jesienią 1941 roku Centos prowadził już około stu placówek tego typu dla co najmniej
50 000 dzieci.
Nie mniej ważnym zadaniem było zapewnienie młodzieży żydowskiej możliwości dalszego kształcenia się. Rozporządzenie władz okupacyjnych nakazało zamknięcie wszystkich szkół żydowskich już jesienią 1939 roku. Walkę o wydanie zgody na ich ponowne uruchomienie prowadzono przez dwa lata, dopiero we wrześniu 1941 umożliwiono otwarcie kilku szkół, z bardzo okrojonym programem. Obejmował on naukę języka jidysz, hebrajskiego, matematykę i geometrię, religię, roboty ręczne i śpiew. Uczenie historii i geografii było oficjalnie zabronione, ale tę wiedzę przekazywano na lekcjach religii, przyrody i języków. Szkoły, oprócz zajęć dydaktycznych prowadziły też dożywianie, badania lekarskie, kontrole czystości, dzięki temu chroniono dzieci przed chorobami zakaźnymi szerzącymi się w getcie.

Duży nacisk położono również na kształcenie starszej młodzieży.
Wykorzystując oficjalnie istniejące szkoły rzemiosł, kursy farmacutyczne, chemiczne, grafiki użytkowej, pielęgniarskie czy kreślarskie, tworzono w nich tajne komplety z programem uniwersyteckim. Dzięki temu przygotowywano kadrę lekarzy, inżynierów, architektów, chemików, a nawet artystów malarzy.

Obok szkolnictwa oficjalnego, kontrolowanego przez Niemców, w getcie istniały szkoły nielegalne. Zajęcia odbywały się w kącikach dziecięcych, kuchniach i schroniskach. Obejmowało ono dzieci najbardziej zaniedbane, głodne i wycieńczone. Aby zainteresować je nauką, opracowano nową metodologię zajęć. Najważniejszym problemem było przełamanie apatii głodowej i związane z nią natręctwa psychiczne. Aby oderwać dzieci od nieustannego myślenia o posiłku, przeprowadzano bardzo krótkie, 15-20 minutowe lekcje, przerywane zabawą, śpiewem, prostymi ćwiczeniami gimnastycznymi. W tych szkołach wprowadzono też zasadę, że skuteczniejszą zachętą do pilności od złej oceny i krytyki jest nagroda i pochwała. Największą jednak nagrodą dla uczniów była szansa na skromny posiłek wydawany po lekcjach.

Mimo wielu nowatorskich metod pedagogicznych wynikających z odmiennych warunków panujących w getcie, tajne nauczanie w dzielnicy żydowskiej realizowało ten sam program, który obowiązywał po "aryjskiej stronie" Warszawy. Tajne komplety w getcie ściśle przestrzegały programów, regulaminów i wskazówek organizacyjnych, jakie opracowano przez polską Komisję Oświatową. Świadectwa i dokumenty ukończenia kursów były jednoznaczne z tymi, jakie otrzymywała młodzież polska ucząca się na tajnych kompletach i zdająca potajemnie egzaminy szkół wyższych. Aby podkreślić ten fakt, w okresie matur do getta przedostali się nielegalnie przedstawiciele i działacze polskiej oświaty aby wejść w skład komisji egzaminacyjnych. Protokoły z tych matur zostały przechowane z myślą o uprawomocnieniu ich po wojnie. Dzięki temu, że się zachowały wiadomo, że wiosną 1942 roku maturę zdawały 172 osoby.

Pomimo braku podstawowych pomocy naukowych, a i niejednokrotnie podręczników, naukę w getcie, prowadzoną zarówno w szkołach legalnych jak i tajnych cechował bardzo wysoki poziom, co można wytłumaczyć również i tym, że nauka stała się jednym ze sposobów psychicznej ucieczki przed warunkami panującymi w getcie.
(kw)

Czy chcesz się wypowiedzieć na temat "Dzieci w gettach" ?
Byłe obozy hitlerowskie
 - Auschwitz
 - Bełżec
 - Gross-Rosen
 - Kulmhof
 - Majdanek
 - Sobibór
 - Stutthof
 - Treblinka
Jedwabne
 - Przemówienie Prezydenta RP
Zagłada
 - Bunty w obozach zagłady
 - Doświadczenia pseudomedyczne
 - Dzieci w gettach
 - Dzieci w obozach koncentracyjnych
 - Liczebność ofiar Holocaustu
 - Likwidacje obozów hitlerowskich
 - Obozy zagłady a obozy koncentracyjne
 - Opór cywilny w gettach
 - Opór zbrojny w gettcie warszawskim
 - Praca w obozach koncentracyjnych
 - Przybycie do obozu, kwarantanna
 - Rabunek dóbr
 - Socjotechnika Zagłady
 - Sonderkommando w KL Auschwitz
 - Szpitale w obozach koncentracyjnych

60. ROCZNICA OTWARCIA OBOZOWYCH BRAM

KALENDARIUM

ŚLADY I JUDAICA

ORGANIZACJE
    STOWARZYSZENIA
    FUNDACJE

LUDZIE, SYLWETKI,
    BIOGRAFIE

ŻYCIE ŻYDOWSKIE DZISIAJ

ZAGŁADA

KSIĄŻKI

SŁOWNIK

FORUM DYSKUSYJNE

ODNOŚNIKI

REDAKCJA

MAPA

Instytut Adama Mickiewicza, Wiejska 12a, 00-490 Warszawa
tel. (48-22) 44 76 100, fax. (48-22) 44 76 152; www.iam.pl